Aleppo – spacer po mieście, którego nie ma...



Długo zabierałam się do tekstu o Aleppo. Kiedy wreszcie siadłam do pisania... miasta już nie ma.

Do Syrii trafiłam przez przypadek. Był 2008 rok. Dzień wcześniej dostałam wypowiedzenie, więc tylko ogarniałam ostatnie teksty w magazynie Podróże. Nagle dzwoni telefon. 
- Tu Ambasada Syrii. Czy można z naczelnym?
Nie można, bo nowy naczelny szybciej nas pozwalniał niż zmieniła telefon. Więc przez cały dzień był nieosiągalny. 
- A co przekazać?
- Chcemy zaprosić dziennikarza do Syrii.
Przekazałam.
- Tobie na mózg padło? - Mówi przyjaciółka, którą też zwolniono. - Po co do niego szłaś, trzeba było się dogadać z Syryjczykami, a naczelnemu i powiedzieć, że to ty zostałaś zaproszona.
W sumie miała racje, poza tym czekało mnie bezrobocie, więc każdy nowy temat był na wagę złota... To znaczy wierszówki.
Następnego dnia znowu zadzwonił telefon.
- Tu Ambasada Syrii...
Hura! Naczelny i na Ambasadę Syrii nie miał czasu. 
I tak kilka dni później piłam napój migdałowy w jednej z restauracyjek wokół cytadeli w Aleppo.

Cytadela w Aleppo
Oto Jameel. Jameel jest pól Syryjczykiem, pół Rosjaninem. Za nim stoi Akane. Wszyscy poznaliśmy się na CouchSurfing Campie w Palmyrze. Całą noc tańczyliśmy dabke w beduińskim namiocie, rano byliśmy już najlepszymi kumplami.
–  Jeśli będziecie jechały do Aleppo, to dajcie mi znać – powiedział, kiedy się rozjeżdżaliśmy w swoje strony świata. Doskonały pomysł! I tak kilka dni później przyjechałyśmy do Aleppo, a Jameel zabrał nas na spacer po mieście. Tu jesteśmy w ulubionym sklepie Jameela z antykami – al Qatarjy.




Jameel dobrze znał się z właścicielami sklepu. Kiedy chciał, mógł od nich wsiąść klucze i zabrać znajomych albo turystów na dach, żeby sobie poskakać po kopułach...

...Albo podziwiać zachód słońca. Te minarety już nie istnieją...


Czy wiecie, co kryje się w workach pod ścianą? Otóż jesteśmy w fabryce mydła al Joubaili. Mydło produkowano tu od XVII wieku. Metody od tamtych czasów praktycznie się nie zmieniły. Proces zaczynał się wraz ze zbiorem oliwek. Tłoczono z nich olej, wlewano do kotła a następnie dodawano oleju laurowego. po dodaniu sody kaustycznej następował proces zmydlania tłuszczów. Kilka dni później gotową masę wylewano w specjalnym miejscu na podłodze i tam powoli twardniała. Krojono następnie na kostki, które dalej musiały się suszyć. Wszystko po to, by pozbyć się soli kaustycznej z mydła. Kiedy przyjechałam do fabryki, wszędzie panowała pustka. Tylko pod ścianami suszyło się mydło w workach jutowych.
- Dlaczego nikogo tu nie ma?
- Bo sezon na oliwki się skończył - odpowiedział Jameel.
Cztery lata temu w Rosji znalazłam syryjski sklep. Prawdziwy. Z przyprawami, kosmetykami i mydłem z Aleppo.
- To jeszcze trwa tam produkcja?
- Nie, mydło z Aleppo się skończyło, to ostatnie kostki - odpowiada sprzedawczyni. - Poza tym, spłonęły już wszystkie gaje oliwne...


Mydła z Aleppo może nie wyglądały najlepiej...



ale miały piękne oliwkowe serce! Te różności wyrzeźbiono właśnie w mydle. Na bazarze w Aleppo wiele było takich sklepików. W jednym z nich bardzo długo rozmawiałam ze sprzedawcą o mydle. Nawet nie wiem, kiedy mineła godzina, a przeciez Jameel i Akane czekaja na mnie w jednej z kawiarenek wokół cytadeli! Dobiłam wiec targu, zapakowałam kilka kilogramów ośmiobeczkowego mydła i juz chcialam wybiegac, gdy sklepikarz mnie zatrzymał.
- Dziękuję, że złamałaś mi serce - powiedział i wręczył mi mydło w kształcie serca.


Serce miasta biło zaś gdzieś w okolicach Cytadeli. Wokół niej od samego rana tętniło życie. Ulice korkowały się samochodami. Bary i kawiarenki stopniowo wypełniały ludźmi. Jedni pili kawę, inni soki, Jameel z Akane napój z migdałów.
- Spróbuj, to jest nasza lokalna specjalność - powiedział wtedy Jameel.
- To była nasza lokalna specjalność - powiedziałby teraz.

Cytadela w Aleppo

Cytadela w Aleppo
Cytadela w Aleppo to jeden z najstarszych zamków świata. Najstarsze ślady osadnictwa na wzgórzu datują się na około 3000 r p.n.e. Swoje siedziby mieli tu władcy Hetytów, Asyryjczyków. Później zamieszkiwali tu Bizantyjczycy, Krzyżowcy i Arabowie.
Cytadela w Aleppo wtedy
A tak wygląda obecnie...


Aleppo niejedno przeżyło. Jedno z najstarszych nieprzerwanie zamieszkałych miast świata powstało co najmniej 3800 lat temu. Rożne narody mościły sobie gniazdka wewnątrz murów obronnych. Kiedy jedni odchodzili, przychodzili inni, by ze starych ruin wykorzystać, co się da do wzniesienia nowych budynków i nowego miasta.
- W ten mniej więcej sposób powstał meczet al Qiqan. przyjrzyj się murom - mówi Jameel.


- ...Tę płaskorzeźbę zostawili po sobie Hetyci. Nie wiadomo, co oznacza, ani skąd ją przyniesiono ale jest! Przepraszam... była.


Kilka kroków dalej wznosił się pierwszy meczet Aleppo z VIII wieku.

Nie zwróciłabym uwagi na ten chodnik. Ale Jameel kazał mi iść tam, dokąd prowadził. Wzdłuż muru...


...a następnie schodkami w dół do najlepszego naprawiacza dywanów.


Idziemy, idziemy, w pewnym momencie mijamy samochód dostawczy z koszami butelek.
- Coca-Cola?
- Nie Khazne.
- Nigdy o tym nie słyszałam...
- Bo to jest napój, który dostaniesz tylko w Syrii. - Wtedy Jameelowi opowiedziała o Polo-kokcie i Kingsajzie dla każdego.



Jameel z Khazne
Podczas kolejnej wizyty w Aleppo, zamieszkałam w domu pani Danuty i Khaleda Basmadji. Pierwszego dnia na spacer po Aleppo zabrała mnie Pani Danuta. Ekspozycja w Muzeum Etnograficznym nie była ciekawa, ale sam budynek...


Państwo Basmadji mieszkali na ulicy Fajsal - jednej z najpiękniejszych ulic Aleppo. Z tyłu widać meczet Rahmana a na pierwszym planie ich piesek. Zwierzak nigdy nie nauczył się arabskiego, bo w domu Państwa Basmadji mówiło się po polsku. Często też gościli tu Polacy.
Turyści rzadko opuszczali mury starego miasta. Jednak to nie tam mieszkali zamożni Syryjczycy. To w nowych dzielnicach kupowali mieszkania, albo budowali swoje domy. W nowych dzielnicach miel przestrzeń i święty spokój. Żyli zwykłym, normalnym życiem, chociaż były delikatne różnice.

Na Bliskim Wschodzie dość elastycznie podchodzi się do przepisów ruchu drogowego. A tym bardziej do świateł. W Syrii postanowiono zrobić z tym porządek. Narzucono tak wysokie mandaty, że samochody rzeczywiście zaczęły się zatrzymywać na czerwonym świetle. Może nie dokładnie tam gdzie powinny, ale nie bądźmy drobiazgowi!
Jeszcze jeden obrazek z ulicy Fajsal.
I jeszcze jeden. Bardzo podobała mi się ta ulica.
 Mieszkańcy tej dzielnicy wieczorów nie spędzali z turystami wokół cytadeli. Im odpowiadały bary w europejskim stylu na Aziziye.



Central Park i pomnik Salladyna - władcy, który przepędził Krzyżowców. Na Bliskim Wschodzie Krzyżowcy pozostawili po sobie raczej niechlubne wspomnienia. Do dziś tak nazywa się tu żołnierzy z Europy.
Kiedy pod koniec XIX wieku do Damaszku weszły wojska francuskie, jeden z generałów stanął na grobie Salladyna i powiedział: "wróciliśmy".


A teraz wracamy do spaceru z Panią Danutą i idziemy na stare miasto. Kluczymy kretymi uliczkami, skręcamy w różne zaułki i...
Lądujemy w prywatnym mieszkaniu. A w Syrii nie było tak łatwo wyjść z domu, nawet nieznanego, jeśli już się do niego weszło. Trzeba było przynajmniej wypić jedną herbatę!


Centrum miasta i informacja, ze rok wcześniej Aleppo było Stolicą Kultury Arabskiej.
Obowiązkowo pani Danuta zabrała mnie na zakupy w starszej części bazaru.

Następnie przeszłyśmy na nowszą część.
Wciąż pamiętam smak świeżo wyciskanego soku z granatów.


Meczet Umajjadów z XI wieku.

A tak wygląda dzisiaj. Minaret runął w 2013 roku.

Dzieciaki, które mnie zaczepiły na dziedzińcu.


Kościół katolicki.

I uczniowie szkoły katolickiej w drodze do domu.
Drugiego dnia zajął się mną pan Khaled Basmadji i zabrał na Uniwersytet. Dla Pana Khaleda nauka jest święta, a praca na uniwersytecie była jego powołaniem.


Pan Khaled wykładal mikrobiologię, ale jego druga pasja jest malarstwo. Te obrazy zdobiły jego gabinet.


Ogród uniwersytecki.
I studentki stomatologii.


Nie wierzę własnym oczom, kiedy oglądam najnowsze relacje z Aleppo. Ciągle mam przed oczami tamto, pełne energii, miasto. Ile razy patrzę na uśmiechnięte twarze jego mieszkańców z moich fotografii, zastanawiam się, czy oni wciąż jeszcze żyją...
Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

2 komentarze :

  1. Piękne zdjęcia.. Aż ciężko coś napisać, bo gdy się je ogląda ma się przed oczami zdjęcia z pierwszych stron, gdzie Aleppo pogrążone jest w ruinie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tamto Aleppo prawdopodobnie nigdy już się nie odrodzi. miejmy tylko nadzieję, że po prostu zapanuje tam spokój...

      Usuń