Bambusowym rowerem na Orkady




Już za tydzień ja i mój bambusowy rower wyruszamy w megalityczną podróż na Orkady w Szkocji



Kiedy pierwszy raz zobaczyłam zdjęcia ze Skara Brae, wiedziałam, że pewnego dnia tam pojadę. Kilka tygodni temu kupiłam bilet. Data wylotu coraz bliżej, bambusowy rower już stoi w blokach startowych, tylko, że ja nie czuję się najmocniej. Przez ostatnie trzy tygodnie chorowałam. Tydzień temu, podczas ostatniej wizyty u lekarza powiedziałam, że nie dość, że mam już serdecznie dosyć chorobowych atrakcji, to za dwa tygodnie wyjeżdżam i muszę jeszcze co nieco się przygotować.
– A dokąd pani jedzie?
– Do Szkocji. I będę jeździć na rowerze.
– Ale u pani wszystko jest w porządku. – powiedział po słuchaniu. Po czym zakasłałam i...
– Chyba się nie obejdzie bez antybiotyków...
Pan doktor bardzo się przejął. Przepisał mi taką ilość lekarstw, że przez chwilę zastanawiałam się, czy nie założyć apteki.
Dobra kuracja często zanim postawi na nogi, najpierw musi z nich ściąć. Więc mam nadzieję, że aktualnie jestem na równi wznoszącej i wszystko będzie dobrze! Nie jadę przecież bić rekordów szybkości, tylko poznać Szkocję.

Kazda sytuacja ma swoje pozytywne strony. Nawet chorowanie. Przez tych kilka dni, które w miarę uczciwie przeleżałam, wytrwale oglądałam programy o Szkocji, o celtach, o architekturze. Zaczęłam od research'u na youtubie. W ten sposób tak trafiłam na 40 minutowy film z chińskimi podpisami, ale z głosem lektora, który mówił po angielsku. Tylko jakoś dziwnie. Pomyślałam, że skoro podpisy były po chińsku, to głos również musi należeć do jakiegoś Chińczyka, który na przykład pracuje dla Pekińskiego kanału edukacyjnego. Za chwilę jednak kamera zrobiła najazd na właściciela głosu, a ten był jak najbardziej czystym przedstawicielem rasy kaukaskiej. Konkretnie – szkotem o imieniu Nigel Oliver. Od wielu lat robi on programy dla BBC, które doskonale wprowadzają w kulturę Szkocji. W jednym z nich Nigel Oliver przeprowadził krótką rozmowę z lokalnym szkotem i zdałam sobie sprawę – łatwo się nie dogadam!

Pod wieloma względami w Szkocji nie będzie tak łatwo jak w Iranie. Na irańską pustynię nie potrzebowałam zbyt wielu ubrań. A jak to wygląda w Szkocji? Od dwóch miesięcy codziennie sprawdzam temperatury w Aberdeen i Inverness, czyli w miastach na mojej trasie, i tylko raz zbliżyły się do magicznego poziomu 20 st C. Powinnam zatem zapakować cieplejsze ubrania i śpiwór. Może waga bagażu bardzo przez to nie wzrośnie, ale jego objętość już tak. Może i przydałby się namiot, ale akurat tego nie wezmę – za ciężko.

Kolejna niewiadoma to noclegi. W Iranie zawsze gdzieś byli ludzie, a jeśli byli ludzie to miałam 100 procentową pewność, że chętnie zaproszą mnie do domów. Dlatego nie nie zawracałam sobie głowy jakimikolwiek rezerwacjami, ani nie traciłam czasu na sprawdzanie, czy po drodze minę jakiś hotel. Jechałam przed siebie i spałam tam, gdzie zatrzymała mnie noc. W Szkocji raczej tak nie będzie. Nie podejrzewam, by ludzie byli tak otwarci, by zapraszać mnie do swoich domów. Poza tym na samej północy osad jest znacznie mniej niż w czasach neolitu.

Ale nie ma co się martwić na zapas! Mam wyznaczoną datę wylotu i termin pierwszego spotkania na trasie. To czym w tej chwili muszę się zająć, to zaprawą i kompletowaniem sprzętu. Kilka dni temu kurier dostarczył mi buty Keen Saltzman. Sprawdzę jak sobie dadzą radę w szkockiej aurze. Zabieram je jako zapasowe buty na rower (jeśli przemokną mi buty z spd), jako buty trekkingowe i do chodzenia po miastach. W warszawskiej rzeczywistości sprawdzają się świetnie, więc jestem dobrej myśli:) Muszę kupić mapę i nanieść na nią darmowe chatki. To zawsze będzie jakaś opcją noclegu. A resztę przyniesie mi los. Trzymajcie za mnie kciuki! Pozdrawiam!:)


Patron medialny wyprawy do megalitycznej Szkocji

http://magazynkontynenty.pl/


Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

0 komentarze :

Prześlij komentarz