Podróże w kobiecym i męskim stylu



Kobiety inaczej podróżują niż mężczyźni. Utwierdziłam się w tym przekonaniu podczas TRAMPek, czyli Spotkań Podróżujących Kobiet.



Niby wiedziałam, że faceci podróżują inaczej. Niby czułam, że nie we wszystkim się rozumiemy. Żeby to jednak wyraźnie zobaczyć potrzeba większej próbki badawczej. Kobiet. Bo podróżujących panów spotykam znacznie częściej. Panie spotkałam w zeszłym tygodniu na TRAMPkach w Gdańsku – imprezie podróżniczej zorganizowanej przez Anitę Demianowicz (www.banita.travel.pl). Przez cały dzień słuchałam ich opowieści przywiezionych z różnych stron świata. Siedziałam, słuchałam i chciałabym obydwoma rekami głosować na „Tak – my kobiety podróżujemy jednak zupełnie inaczej”...

Wyczyn
Mężczyzna nie jeździ, on zdobywa. Mężczyzna nie idzie pod wiatr, on zmaga się z wichurą. W ekstremalnych przypadkach jego wyprawa rośnie, jak ryba we wspomnieniach wędkarza. Ile razy zdarzyło mi się słuchać dramatycznych wspomnień. Coś w stylu raportu dnia ostatecznego.
– Przedzieraliśmy się, na przekór przeznaczeniu.
– No co ty mówisz?
– Oj, nie było łatwo. Całe wieki zajęło nam szukanie transportu, a potem ta droga... No mówię ci tak trzęsło, że...!
– Też tam byłam.
– I jak dotarłaś?
– Po prostu kupiłam bilet na odpowiednią marszrutkę.
Mężczyzna, jeśli chodzi o wyczyn, pielęgnuje go w myślach i z czułością godną pierwszego pocałunku wypowiada jego imię. Czasem brzmi ono czterdzieści i cztery, czasem 70. Chodzi oczywiście o kraje, które odwiedził. Mężczyzna będzie wiedział ile przebył kilometrów, czasem przeliczy to na okrążenia kuli ziemskiej, a już na pewno będzie znał swój dzienny przebieg podczas wyprawy rowerowej. Ja też będę znała, o ile nie zapomnę włączyć gps-a.
Mężczyzna wymyśli wyczyn, a po powrocie dumny jak paw wylicza:
– Najpierw rowerem dojechałem do dżungli, potem przebiegłem jakiś kawałek, by resztę drogi pokonać kajakiem.
– Szybko?
– Co koń wyskoczy i ze stoperem w ręku.
Mężczyźni chętniej niż kobiety rzucają wyzwania samym sobie, wyruszają w ekstremalne trasy na krawędzi ludzkich możliwości. Czasem w tego typu wyczyn zaangażowany jest cały sztab ludzi.
– Tylko po co?
Mężczyźni znają doskonale odpowiedź na pytanie, ja cały czas myślę. I ciągle nie wiem...


Trasa
W wydaniu mężczyzny trasa wyprawy będzie dokładnie przemyślana, żmudnie opracowana w ciągu upojnych miesięcy i lat spędzonych nad mapą świata. W ogóle męska przyjaźń z mapą zawsze mnie fascynowała. Bez zbędnych słów, czarów i niespodzianek. Panowie tylko spojrzą i od razu widzą którędy idzie droga na Ostrołękę, a którędy na Kaukaz. Statystyczny facet nawet jeśli się pogubi w poziomicach, to o drogę nie zapyta, a mimo to dojedzie do celu. Kobieta, choćby uważnie patrzyła, zawsze zabłądzi, a jeśli zabłądzi to zapyta o drogę, choć dokąd tak naprawdę trafi to czysta loteria. Gdziekolwiek jednak dotrze, raczej nie będzie marudzić, bo dla większości z nas – włóczących się po świecie pań – przede wszystkim liczą się...

...Ludzie
Żeby poznać lokalne życie, podróżujące panie są bardziej skłonne zatrzymać się na dłużej w jakimś miejscu niż podróżujący pan. Kobiety są też bardziej skłonne po prostu gdzieś na końcu świata zamieszkać jak Beata Lalla Jakuszewska (www.lalla.pl), która pół roku mieszkała w wiosce na Saharze, a później kilka lat w Tajlandii.
Choć trzeba oddać sprawiedliwość – znam wielu panów, którzy tak samo uwielbiają spotykać ludzi, z wielką cierpliwością wysłuchują ich historii, po czym... Zaledwie kilku z nich potrafi o nich opowiadać. W męskich opowieściach o ludziach spotkanych w podróży praktycznie nigdy nie pojawiają się kobiety. Za to my o mężczyznach mówimy bardzo chętnie. Trochę dlatego, że lokalni macho potencjalnie mogą uprzykrzyć nam życie, więc dużo czasu, energii i humoru poświęcamy na wykonanie analizy charakterologicznej mieszkańca Meksyku, Egiptu, czy Kaukazu – jak to na TRAMPkach zrobiła Stasia Budzisz (www.facebook.com/stasiabudzisz)

Bagaż
Niedawno ktoś zadał mi pytanie
– Co zawsze pakuję w podróż?
– Tusz do rzęs.
Mój rozmówca zrobił wielkie oczy, więc dodałam, że często też biorę śpiwór.
Niewiele więcej zabrałam ze sobą na wyprawę bambusowym rowerem do Iranu. Zatem oprócz tuszu do rzęs i śpiwora, w sakwach wiozłam dwie tuniki, jakieś zapasowe spodnie, klucze do roweru i sprzęt do łatania opon. W gruncie rzeczy bezużyteczny, bo i tak nie wiedziałam jak to się robi.
Gdybym zabrała ze sobą namiot, kuchenkę gazową, jedzenie i wodę osiągnęłabym męski stan idealny, czyli samowystarczalność, ale rzucany przeze mnie cień bardziej by przypominał wielbłąda... Cóż estetyka też jest ważna:)
Mama Ola Fasola (www.kajtostany.pl) podczas pakowania się na wyprawę rowerową przez Europę i Maroko o estetyce nie myślała. Wyruszyła bowiem z całą rodziną – tatą Zbychem, trzyletnim Kajtkiem i kilkumiesięczną Rutką. Każdy załogant miał jedną sakwę, a w niej wszystko, co niezbędne podczas kilkumiesięcznej włóczęgi. Szafy ciuchów zabrać nie mogła, ale spódnicę – to i owszem. Bo mama Fasola po prostu najbardziej lubi jeździć w spódnicach i już!

Koniec zestawień!
Nie wszystko da się jednak opisać męsko-damskimi wzorami. Na koniec bowiem zawsze musi paść pytanie – dlaczego w ogóle pakujemy plecak i ruszamy w drogę? Na to jest jedna odpowiedź: bo lubimy. Cokolwiek to dla nas znaczy. 

Foto: Dariusz Śliwiński 


Ze Staśką Budzisz

Opowiadam o Iranie

Anita Demianowicz - pomysłodawczyni Spotkań Podróżujących Kobiet TRAMPki

Beata "Lalla" Jakuszewska

Ola "Fasola" Pająk - Gałęza

Anita i Ana oraz Darek Śliwiński

Załoga TRAMPek - bez nich nie byłoby tej imprezy!




Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

4 komentarze :

  1. Świetne! Lepiej bym sama tego nie opisała - mogę podpisać się pod każdym jednym słowem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach te różnice:) To taki wdzięczny temat:)

      Usuń
  2. Fragment o przyjaźni z mapą idealnie się sprawdza w rzeczywistości!

    OdpowiedzUsuń