Kiri-e, czyli japońskie wycinanki


Rina Papadopulu zafascynowała się kulturą japońską, weszła na drogę herbaty i jako pierwsza nie-japonka zaczęła tworzyć Kiri-e - tradycyjne japońskie wycinanki. Wkrótce przyszły pierwsze międzynarodowe sukcesy... 



Gdyby dziesięć lat temu, ktoś powiedział Rinie, że zostanie artystką, tylko by się zaśmiała. Nie wiedziała, że gdzieś na kolejnym zakręcie życia odnajdzie ją sztuka. Dziś jest uznaną na świecie artystką wykonującą kiri-e - obrazy rysowane nożem. 
Kiri-e łatwo można pomylić z grafiką. Bo z fotograficznym realizmem przedstawiają pejzaże na których papierowy wiatr rozwiewa wycięte misternie włosy i liście drzew. Albo geometrycznie portretują japońską przyrodę. Nawet najprostsze motywy wciągają widza w swój świat. - O ile... To jest TEN moment i jesteś na niego przygotowany - zaznacza Rina.

Kiri-e czekało na Rinę. Nie da się bowiem zrozumieć sztuki japońskiej wycinanki, bez poznania japońskiej kultury. A tej nie sposób zrozumieć poza miejscem, w którym się narodziła. Zatem Rina musiała pojechać do Japonii.
Maż bronił pracę z dziedziny energetyki jądrowej – wspomina artystka. – A Japończycy przyglądali się tej obronie prze internet. Jeszcze tego samego dnia zaproponowali mu pracę w Japonii.
Po moim trupie! – powiedziała wówczas Rina. Miała dość przeprowadzek. Już raz się rozdzielili. Ona mieszkała z synem w Bułgarii, a mąż w Polsce, robiąc doktorat. Kiedy w końcu do niego dojechała, obiecali sobie, że więcej się nie rozdzielą. I teraz ma wyjechać do Japonii?
Czterdzieści dni załoga męża namawiała mnie do wyjazdu.
Jak im się to udało?
Od dawna marzyłam o robieniu wachlarzy japońskich. I to zostało wykorzystane przeciwko mnie...
Za kilka miesięcy dołączyła do męża do Japonii i rzeczywiście poszła na kurs robienia wachlarzy. Ale o istnieniu kiri-e wciąż nie miała żadnego pojęcia.


Bo Kiri-e czekało, aż Rina nauczy się japońskiego, zaprzyjaźni się z Japończykami, pokocha Japonię, znajdzie swój Dom Herbaty... Dlaczego to takie ważne?
Dom Herbaty stanowi esencję tradycyjnych japońskich sztuk – tłumaczy Rina. – Rytuał parzenia herbaty jest formą medytacji i kontemplacji sztuki. Bo wokół siebie widzisz ikebany, kakejuku, noreny, tenogui, ceramikę... Tu każdy element wnętrza, każdy ornament, ma swoje znaczenie. Podobnie gesty. Sposób trzymania naczynka raz pokazuje miłość, oddanie, innym razem sygnalizuje coś innego. Rina w domu herbaty uczy się więc tych znaczeń. Jest pilna i powoli coraz głębiej wchodzi w kulturę. Pewnego dnia Sensei czyli nauczycielka z Domu Herbaty powiedziała Rinie: Jesteś człowiekiem herbaty. A to oznaczało: Jesteś Japonką. Ale wciąż jeszcze nie nadszedł czas kiri-e...

Pewnego razu jedna z japońskich przyjaciółek zaprosiła Rinę na wspólne gotowanie. Na spotkanie przyszło jeszcze kilka innych kobiet. Każda położyła na blacie swoje produkty, ledwie zakasały rękawy, wzięły do ręki noże... gdy nagle gaśnie światło. Niby nic się nie stało, to tylko przepalona żarówka. Ale przyjaciółka spanikowana bierze telefon do ręki.
Co robisz?
Dzwonię do elektryka
Po co?
Żeby wymienił żarówkę.
Nie masz zapasowej?
Mam, ale nie mam uprawnień.
No tak, w Japonii na wszystko trzeba mieć odpowiednie papiery. Nawet na wkręcanie żarówek. Pech chciał, że to był wolny dzień i elektryk najwcześniej przyszedłby następnego dnia.
Ja wkręcę. Kończyłam technikum – powiedziała Rina. Postawiła taboret na stoliku, a siebie na taborecie i za chwilę stała się jasność.
Uratowałaś nam wieczór – powiedziała następnego dnia przyjaciółka, wręczając Rinie mały prezent. Rina otworzyła zawiniątko i zaniemówiła. W ręku trzymała trzy malutkie zakładki do książek.
Co to jest!?
Kiri-e.
To była miłość od pierwszego wyjrzenia. Rina rozkłada na stole te trzy drobne wycinanki i patrzy z tym samym zachwytem, jak wtedy. Za pierwszym razem.
Od razu zaczęłam szukać nauczyciela – wspomina. – Przez znajomych, przez centrum informacyjne na uniwersytecie męża, przez szkołę wachlarzy. Bez skutku. Nie znalazłam, ale i tak kupiłam nożyki. I od razu o nich zapomniałam.
Zbliżała się bowiem kolejna przeprowadzka. Tym razem do Polski. Rina wróciła i już w Warszawie dopadła ją nostalgia za Japonią.
Ktoś kto idzie drogą herbaty musi przynależeć do domu – wspomina. – A tu była pustka...

Wtedy przypomniała sobie o kiri-e.
Z dna jednego z pudeł wydobyłam noże i sama zaczęłam się uczyć. W internecie znalazłam wzory. Zaczęłam śledzić bloga Megumi Mochizuki. Artystki, która wykonuje bardzo tradycyjne wycinanki.
Rina zaczęła z nią korespondować i wymieniać się doświadczeniami. Wkrótce wynajduje kolejnych artystów rysujących obrazy nożykiem. Nie tylko kiri-e.
Kultura japońska to wszystko naraz – tłumaczy. – Nie można mówić o jednej sztuce, bo to wszystko się przenika. Tą samą techniką, co kiri-e wykonuje się katagami, czyli szablony do kimon. Z tym, że o ile kiri-e jest czysta kreacją artysty, to wzory katagami są skodyfikowane. Prawo tworzenia lub zatwierdzania nowych motywów posiada 24 rodziny z prefektury Mie.
A co powiedzą, jeśli wprowadziłabyś coś nowego nie pytając ich o zgodę?
Raczej nic, ale przestaną się odzywać, a ty się domyśl!
Ponieważ dla Japończyka najgorszą rzeczą, jaka w życiu może mu się przytrafić to wykluczenie, więc nikt nie podważa tego porządku rzeczy.
Jest jeszcze jedna siostrzana sztuka – Senga. Powstaje, kiedy do kiri-e dodamy kolor. Rina znajduje stronę Senga Association. Jej celem jest rozpowszechnianie Kiri-e, czyta w statusie.
Czułam to samo. – mówi Rina. – Wiedziałam, że moim powołaniem jest rozpowszechnianie kiri-e! Przy najbliższej wizycie w Japonii postanowiła ich odwiedzić.

Rina wraca do Japonii w 2006 roku. Tym razem wiezie ze sobą kiri-e. Na prezent.
Chciałam w ten sposób pokazać moim przyjaciołom, że kocham Japonię i tęsknię. A oni nie mogli uwierzyć, że sama je wykonałam.
Kilka z jej prac wysłali do Senga Association. W odpowiedzi dostała zaproszenie na warsztaty.
Znajomi odwieźli ją pod gmach. Serce biło jej tak, jak wędrowcy, który dotarł do celu. W holu ktoś zabrał jej prace. Zniknął. Za 15 minut wrócił.
Sama się pani nauczyła? – Oni też nie mogli uwierzyć. – Czego pani od nas oczekuje?
Nauki.
Ale my nie możemy pani już niczego nauczyć.
Osoba z którą rozmawiała znowu zniknęła. Za chwilę wróciła.
Właśnie konsultowałam się z prezesem i chcielibyśmy zaprosić panią do naszego stowarzyszenia
W ten sposób Rina została pierwszym obcokrajowcem w Senga Association.
Podczas spotkania ktoś zapytał: Ile czasu poświęca Kirie?
8 godzin dziennie.
Pani bardziej japońska od Japończyków!

Kiri-e wciągnęło! W pewnym momencie Rina zaczęła patrzeć na świat przez ostrze noża. Bloki, które widzi z okna, nie są szarymi budowlami, ale całą masą kątów i kresek, które można wyciąć. To był znak, że nie mogła się już zatrzymać. Trzeba było iść do przodu i stawiać kolejne artystyczne kroki. Zatem wystawa. Propozycja padła ze strony znajomego z Florencji, Gianlucca Torini.
Ale ja nie jestem artystką!
Nie prawda! – uparcie powtarzał jej Gianlucca.
No zrób to – po kilku miesiącach włączył się jej własny mąż.
Ale nie mamy pieniędzy!
To znajdziemy!
I znaleźli. Połowę sumy wyłożył Departament Kultury miasta Florencja. I tak w Galerii Leopoldine na Piazza Tasso odbyła się pierwsza wystawa. Ludzie nie wierzyli, że to są wycinanki. Myśleli, że oglądają grafiki. Wkrótce nadeszły kolejne wystawy.
W zeszłym roku moje prace można było zobaczyć w Galerii Narodowej w Sofii. W Bułgarii nie ma miejsca cieszącego się większym prestiżem. W tej chwili Rina szykuje kolejną wystawę w Bułgarii: Katagami – Pod powierzchnią Rzeczywistości. Po 10 latach uprawiania kiri-e, zgromadziła wokół siebie kilkuset uczniów z Bułgarii, Włoch, Polski, niedawno otworzyła Międzynarodowe Stowarzyszenie Kiri-e – pierwsze na świecie, poza Japonią. Regularnie organizuje też warsztaty, podczas których uczy japońskich wycinanek oraz innych mało znanych dziedzin sztuki. Dziś jest artystką, kiri-e tak zadecydowało...

Kontakt:
Zapisy na warsztaty: +48 603 350 677

Wszystko się zaczęło się od tej zakładki.


Rina Papadopulu i jej prace





Prace Riny Papadopulu


Wykonywanie Kiri-e wymaga precyzji i cierpliwości.


Wszystko się zaczęło się od tej zakładki.


Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

0 komentarze :

Prześlij komentarz