Meksyk – Chcesz, przeczytam ci przyszłość..



Co robić, dokąd wyruszyć w kolejną podróż i kiedy... Na tyle pytań wciąż szukam odpowiedzi, a tu nagle ktoś proponuje mi wróżbę...


To takie proste. Patricia rozłoży dla mnie karty tarota, popatrzy i opowie – czy dostanę wizę, czy rower się nie rozleci, czy po prostu znajdę szczęście? Przecież tak bardzo chce to wiedzieć.
– Więc jak? – Patricia kusi.
– Boję się czytania przyszłości.
– Mam uwierzyć, że nigdy nie odwiedziłaś wróżbity?
– Tu mnie masz! Raz odwiedziłam. Ale nie wróżbitę, tylko szamana. Ale w celach czysto naukowych.

Dorwać szamana!

Wcale nie myślałam o poznaniu przyszłości, kiedy z Olivierem przedzieraliśmy się przez las deszczowy. Przede wszystkimi chciałam zobaczyć prawdziwego szamana.
– Praktycznie każda wioska ma swojego własnego – tłumaczył Olivier.
– To dlaczego brniemy, przez te krzaki. Mogliśmy się zatrzymać w którejś osadzie po drodze!
– Bo szaman, szamanowi nie równy. My idziemy do najsilniejszego. – Ufam Olivierovi, że wie co mówi.  Facet więcej czasu spędza z Majami w dżungli niż ze znajomymi w knajpach na piwie. Leśne ostępy wokół Valladolid zna więc jak własną kieszeń. Ale dzień był parny, słońce niemiłosiernie grzało. W taką pogodę wiara w kumpla wypaca się z każdym krokiem. Kiedy jej poziom spadł do stanu "zwątpienie" pojawiła się kolejna wioska, a w niej ładna, zadbana chatka.
–  To tam mieszka szaman – stwierdził Olivier.
– Mieszkał – sprostowała przechodząca obok kobieta. – Ale kilka dni temu zmarł.
No nie! Co robimy? Wracamy, czy szukamy dalej?


Drugi etat szamana

Szukamy! Oczywiście nie dlatego, żeby się dowiedzieć, co przyniesie jutro, i pojutrze, i popojutrze, ale z pobudek czysto naukowych! Bo szamani wróżą z ziaren kukurydzy. O ile oczywiście nie są zajęci budowaniem hotelu w Cancun. Bo tym aktualnie się zajmował szaman kolejnej wioski. Miał wrócić za tydzień. To stanowczo za długo. Kontynuujemy poszukiwania w następnej wiosce. Dla dobra nauki, ma się rozumieć. Przecież jesteśmy zbyt wykształceni, by dawać wiarę zwykłym przesądom, serwowanym przez jakiegoś Indianina!
Więc wypytujemy o szamana w następnej wiosce. Bingo! Nasza dociekliwość została nagrodzona. Szaman  nie dość że żyje, to dopiero co wrócił z budowy hotelu w Cancun i jak tylko weźmie prysznic i zje kolację, to się nami zajmie.Cieszyliśmy się jak dzieci!

Kukurydza prawdę ci powie

Kilka minut później poznaliśmy szamana. Miał na sobie pachnący biały t-shirt i nie więcej niż 30 lat na karku. Nie bawił się w zbędne konwenanse. W całym pomieszczeniu były tylko cztery meble: dwa zdezelowane krzesła, nie lepiej wyglądający stół i gablotka z obrazkiem Madonny z Gwadelupy. Na krzesłach nas usadził, na stole postawił krucyfiks, a z gablotki, zza obrazka Matki Bożej, wyjął swoje święte zawiniątko. Ale sama jego zawartość nie wystarczy, by odczytać przyszłość. To zaledwie czubek góry lodowej niezbędnych rytuałów. Najpierw trzeba bowiem zapalić świeczkę. W Meksyku wszystkie rytuały odbywają się w blasku ich światła. Jakżeby inaczej mogło być u szamana? Przecież mieliśmy do czynienia z profesjonalistą! Świeczka zapłonęła więc przy krzyżu, a wokół niego szaman rozsypał magiczne ziarna kukurydzy.
– Santo Tomas, Santa Anna... –  Szaman wzywał świętych i mieszał ziarna kukurydzy na stole.
– Santa Catarina, San Jose... – z potoku słów wyławiałam jedynie imiona świętych. Kim była reszta? Być może majańskimi bogami, którzy wespół z katolickimi świętymi tej chwili pomagali duszy szamana wspinać się po konarach Ceiby – świętego drzewa Majów. Więc dusza wspinała się, ciało mieszało ziarna kukurydzy i rozdzielało na kilka małych stosików. Czy patrzyłam na to z fascynacją etnologa, czy może człowieka, przed którym za chwile znikną tajemnice przyszłości?
W pewnym momencie ostatnie ziarno trafiło do swojego stosiku. Szaman zamilkł. Jego dusza nabrała już odpowiedniej wysokości, by spojrzeć na moje życie.Wziął głęboki oddech i zaczął mówić...


– Patricia, a co robisz, kiedy w kartach widzisz coś złego?
– To zależy
– Od czego?
– Od tego, czy osoba ma siłę to przyjąć.
Rzucił się na mnie strach. Co będzie jeśli Patricia uzna, że jestem wystarczająco silna, żeby przyjąć czarną wróżbę?
– To jak, położyć ci karty..?



Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

0 komentarze :

Prześlij komentarz