Syria – My też byliśmy uchodźcami...






To miała być opowieść o Maaluli, syryjskim miasteczku, w którym mówi się po aramejsku...



Do Polski przyjechali pierwsi uchodźcy z Syrii. Rozgrzały się łącza internetowe, po co, dlaczego. A mi przypomniała się Maalula w Syrii. Miasto o którym od dawna chciałam napisać. Jeszcze wtedy, kiedy mieszkali tam chrześcijanie mówiący po aramejsku – języku Chrystusa i Nowego Testamentu.

Bo to miała być opowieść o świętej Tekli...

Dziewczynie, która dawno, dawno temu przyjęła chrzest z rąk świętego Pawła. Na wieść o tym, ojciec postanowił ją zgładzić. Dziewczyna uciekła z domu. Ale ojciec wysłał za nią pościg. Dziewczyna biegła, biegła, aż stanęła przed skalną ścianą. Za sobą słyszała rżenie koni i nawoływania żołnierzy. Wiedziała, że już po niej. Nagle... skały się rozstąpiły. Powstał wąwóz. Dziewczyna pobiegła tym wąwozem i na końcu w jaskini znalazła schronienie. Tam dożyła swoich dni czyniąc cuda. Po śmierci zresztą modlitwy niezwykle często się spełniały. Ludzie litrami czerpali też wodę z cudownego źródełka. Przychodzili tu nawet ci, którzy przeszli na Islam i ich dzieci, i wnuki, i prawnuki...

To miała być opowieść o tolerancji...

Do grobu świętej Tekli pielgrzymowali przede wszystkim muzułmanie. W sieni klasztoru Mar Sarkis znajdowała się kartka ze statystyka odwiedzin. Najliczniejszą grupę pielgrzymów stanowili... Irańczycy.
Przyjezdni, bez względu na wiarę, zostawiali buty przed wejściem do groty z grobem świętej Tekli. Przede mną weszły dwie muzułmanki – matka i córka. Kiedy tylko przekroczyły próg, podeszły do mniszki. Poprosiły, by ta skropiła ich dłonie świętym olejkiem i pobłogosławiła. Potem kobiety podeszły do ikon i każdą z nabożeństwem dotykały. Na koniec pomodliły się przed samym grobem.
– To muzułmanie też się modlą do ikon? – spytałam Ahmada.
– Nie modlimy się, ale bardzo szanujemy i wierzymy w ich moc. Wiesz, że jest w Maaluli jedna ikona podarowana przez polskiego generała?
– Jak to?
– Podczas wojny w klasztorze Mar Sarkis mieszkał jeden wasz generał. Bardzo zaprzyjaźnił się z opatem. Po wojnie w podzięce za gościnę z jaką został przyjęty on i jego ludzie, podarował tę ikonę.
Ahmadowi chodziło o Władysława Andersa.

To miała być opowieść o polskich uchodźcach...

Mój wujek był jednym z ludzi Andersa. Brał udział w kampanii wrześniowej. Miał wiele szczęścia, że do niewoli trafił, już po tym jak w lesie katyńskim wyrosły mogiły polskich oficerów. Obóz w Kozielsku znowu był pusty i tam trafił mój wujek. Kiedy Stalin ogłosił „amnestię”, a generał Anders zaczął tworzyć polską armię, dołączył do wojska. Był w Korpusie Polskim od samego początku. Przeżył Kazachstan, wspominał gościnę Irańczyków, którzy przyjęli ewakuujących się z Rosji Polaków. Wiedziałam, że był Libanie. A teraz dowiedziałam się, że również był w syryjskiej Maaluli. Tak jak tysiące Polaków, którzy podążali z Armią Andersa korzystał z gościnności i opieki tamtejszych chrześcijan. Prawdopodobnie również bywał w klasztorze u gościnnego opata.

To jest opowieść o syryjskich uchodźcach...

Historia zatoczyła koło. Kiedy my zastanawiamy się nad wyższością kalafiora z eco farmy nad warzywem z Biedronki, Syrię rozdziera wojenny obłęd. W zeszłym roku dotarł do Maaluli. Przez miasto przetoczyły się wojska islamskich rebeliantów. Zaczęły się pogromy chrześcijan. Ci, co przeżyli, uciekli. Ale dopóki przebywają w Syrii, nie są bezpieczni. Fundacja Estera zaczęła sprowadzać do Polski Syryjskie rodziny. Pierwszy samolot z uchodźcami wylądował kilka dni temu, jak najszybciej powinny lądować następne, bo czasu jest mało. Każdy dzień kosztuje kolejne ludzkie życie, które mogły być uratowane. Tym bardziej, że wiele lat temu zaciągnęliśmy wobec tych ludzi dług. Dla mnie i dla rodzin, które mają wśród swoich przodków żołnierzy z armii Andersa, jest to dług osobisty. Nie tylko wobec mieszkańców Maaluli, ale Syryjczyków w ogóle...

Ołtarz w kościele Mar Sarkis

Ikona podarowana przez gen. Andersa.


Wejście do grobu św. Tekli.

Cudowne źródełko przy grobie św. Tekli.

Grób św. Tekli.

Klasztor św. Tekli.


Kosciół w klasztorze św. Tekli.





Do domu tej pani weszłam przez przypadek. Nie pozwoliła mi wyjść, dopóki nie wypiłam herbaty. Opowiedziała mi historię swojego życia. Po arabsku, ale to nie przeszkadzało.

Mar Sarkis

Maalula w 2014 roku. fot. PAP/EPA

Maalula w 2014 roku. fot. PAP/EPA

Maalula w 2014 roku. fot. PAP/EPA



Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

1 komentarze :

  1. Problem uchodźców, to skomplikowana sprawa pod wieloma względami jakby nie było. Ludzi nie powinna dzielić religia, narodowość, rasa etc. Wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną i powinniśmy się wspierać zamiast niszczyć.

    OdpowiedzUsuń