Test na „Idioto-odporność”


Bambusowy rower, fot. Piotr Gilarski


Bambus da radę podczas podróży. Ale w konstrukcji roweru ważny jest jeszcze czynnik ludzki. A ten, jeśli występuje w mojej postaci, nigdy nie jest tak na 100% pewny...



Nareszcie robimy pierwsze węzły na bambusowej ramie. Krągłe niczym ornamenty modernistycznych wejść do paryskiego metra. Więc z delikatnością, z jaką dotykam jedynie niemowlaków (jeśli w ogóle dotykam), nakładam kolejne warstwy taśmy karbonowej. Później, póki żywica jest jeszcze skora do współpracy formuję ich kształt.
– Jak wytrzymujecie smród żywicy? – rzucam w stronę Jarka Baranowskiego z Carbonbike.pl
– Ale przecież ona jest bezzapachowa!
– Tak, jasne! Właśnie rozbolała mnie głowa. To strasznie śmierdzi!
– Przesadzasz. Gdybyś popracowała z... – I tu Jarek wymienił nazwę jakiegoś chemicznego koszmaru. – Ten to śmierdział...
I nie wiem, czy Jarek się rozmarzył, czy zamyślił. Ale ja ciągnę temat, bo nie rozumiem - jaki jest sens pracowania z czymś co jeszcze bardziej śmierdzi?

Test na inteligencję

Ktoś mądry wymyślił mensę i inne głupoty. A przecież wystarczyłoby wpuścić doświadczalne stado do warsztatu rowerowego i dać im żywicę epoksydową do zamieszania. Teoretycznie żadna filozofia. Najpierw trzeba odmierzyć dokładną ilość jednego składnika, następnie dołożyć dokładnie odmierzony drugi składnik i zamieszać. I tu zaczynają się schody. Bo można źle odmierzyć, albo zamiast nożem, zamieszać wszytko pędzlem, albo zamieszać właściwym narzędziem, ale za krótko.

– A ta śmierdząca żywica miała dwie zalety. – tłumaczy Jarek. – Była dużo tańsza i absolutnie idioto-odporna. Można było kompletnie pomylić proporcje poszczególnych składników, a mimo wszystko trzymała!
Ale ja pracują z żywica "nie dla idiotów". Wiec jeśli rower mi się rozleci, to będę wiedziała, że coś pomyliłam w proporcjach i jestem aspirującym baranem.

W trójwymiarze

Na żywicy budowa się nie kończy. Tyczki przecież trzeba było odpowiednio połączyć.
–Wyobraź sobie taką oś symetrii... – Jarek zaczął snuć opowieść takim tonem, jakby zaraz miał po niej przebiec biały króliczek w drodze do krainy 1000 i jednej nocy. Ale nie! Oś ma sobie po prostu hipotetycznie wisieć i przechodzić przez środek wszystkich tyczek.
I tak zaczęło się mierzenie średnicy wszystkich tyczek, wyliczania ich promienia i szukania podpórek, które Zrównałyby ich środek symetrii ze środkiem symetrii roweru. Rozpoczęłam proces dodawania i odejmowania w zakresie 70. Wcale nie było łatwo. Bo z matematyką mam do czynienia jedynie podczas zakupów w supermarkecie. Więc jeśli rower wyjdzie krzywo, to będzie znak, by jednak płacić gotówką zamiast kartą!

Działania osłonowe

Mój bambusowy rower od samego początku ma ze mną pod górkę. Nie dość, że istnieje spore ryzyko, że coś poplątałam, to jeszcze... Regularnie zapominam osłaniać tyczki przed zadrapaniami i zabrudzeniami. Nawet nie chcę wiedzieć, gdzie jeszcze dałam plamę!
Więc jeśli ten rower pojedzie tam dokąd chcę i powrotem, to będzie znaczyło, że jestem prosiakiem, a nie dyskalkulicznym baranem!

ps. pojęcia "baran" użyłam czysto parabolicznie:)

fot.: Piotr Gilarski gilarski.com
Warsztat: carbonbike.pl 

Bamboo bike. fot. Piotr Gilarski
fot. Piotr Gilarski. Łączenie tyczek.


Bambusowy rower, fot. Piotr Gilarski.
fot. Piotr Gilarski. Support i tyczki gotowe do nałożenia węzłów.


Fot. Piotr Gilarski.
fot. Piotr Gilarski. Działam!


Bambusowy rower. Fot. Piotr Gilarski.
fot. Piotr Gilarski. Nakładam na węzły warstwę materiału, która ma ułatwić dalszą pracę.

Bambusowy rower. Fot. Piotr Gilarski.
fot. Piotr Gilarski.

Budowa bambusowego roweru. Fot. Piotr Gilarski
fot. Piotr Gilarski. Odmierzam składniki żywicy epoksydowej.


fot. Piotr Gilarski.

fot. Piotr Gilarski.


fot. Piotr Gilarski.


fot. Piotr Gilarski.


Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

1 komentarze :

  1. Podziwiam Cię, że coś takiego umiałaś stworzyć! :)

    OdpowiedzUsuń