Syria – Pozdrowienie zabłąkane w kosmosie


Każde wyjście do muzeum przypomina mi randkę z przeszłością. A czasem z kosmosem...



Idę przez sale zastawione eksponatami i patrzę. Który eksponat mrugnie do mnie okiem, który do mnie przemówi, zaczaruje, z którym wejdę w dialog. Musi zaistnieć jakiś rodzaj chemii między mną, a przeszłością. I tak było w Damaszku. W jednej z sal Muzeum Narodowego zobaczyłam malowidło z Palmiry. Obywatele Palmiry siedzą na dziedzińcu jakiegoś pałacu i pozdrawiają mnie gestem podniesionej dłoni. Tak samo jak ziemianie wyryci na płytkach, które gdzieś niosą po kosmosie sondy Pionieer 10 i Pionieer 11.

Ale mieszkańcom Palmiry nie śniły się kosmiczne podróże. W ten sposób pozdrawiali karawany kupieckie i jednocześnie uspokajali przybyłych: „Pokój z Wami! Kiedyś was łupiliśmy, ale bardziej opłaca nam się was chronić”. Bo Palmira rozkwitła dzięki jedwabnemu szlakowi. Aż w pewnym momencie swojej historii zapragnęła być silniejsza od Rzymu. Wtedy poległa...

To malowidło powstało prawdopodobnie na krótko przed klęską. Obywatele Palmiry z podniesionymi głowami spoglądają w przyszłość. Pewni siebie. W głowach wykluwa się marzenie o wielkości. Nie wiedzą, że już za chwilę runie ich świat, a czas wytrze ich twarze. Oszczędzi jedynie dziewczynkę, która skromnie siedzi z boku obrazu.

Klęska Palmiry, była tylko jedną z wielu katastrof w nurcie jedwabnego szlaku. A życie toczyło się dalej. Miejsce pokonanych zajęły kolejne ludy. I nieprzerwanie trwała wymiana towarów, myśli, nurtów artystycznych. Tak tworzyła się mozaika kulturowa Bliskiego Wschodu. Powstawał też specyficzny etos. Poszczególne narody musiały się dogadać ze sobą - by przeżyć. Ale jednocześnie musiały się zamknąć na siebie, by przetrwać, czyli zachować swoją odrębność i tozsamość. Przez wieki jakoś się to udawało. Dlatego w przedwojennej Syrii, swoje miejsce mieli sunnici, szyici, alawici, Aramejczycy z Maaluli, prawosławni z Seydnay'i... A jednak ten świat runął. Syryjczycy chwycili za broń. W Palmirze ulokowali się bojownicy ISIS. W każdej chwili miasto może przestać istnieć. Po raz ostatni...

Niedawno przeglądałam stare zdjęcia z Syrii i przez przypadek natrafiłam na tę dziewczynę. Znowu zaczęłyśmy rozmawiać. W milczeniu. Ona tam, po jednej stronie czasu, ja tu. W takich chwilach 2000 lat ma długość wyciągniętej ręki. I nagle przypomniały mi się tabliczki z kosmosu. Czy kiedykolwiek ktoś je znajdzie? Czy odczyta? A jeśli nawet tak się stanie, to czy po nas będzie leżał jeszcze jakiś kamień na kamieniu?



Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

0 komentarze :

Prześlij komentarz