Rodzinna historia



Uwielbiałam opowieści Babci o przedrewolucyjnej Rosji. Jedna z nich była o Masaryku, pierwszym prezydencie Czechosłowacji. Historia szła tak...



Był chyba 1918 rok. W Moskwie rewolucja, wszędzie rewolucja, świat płonął. Co chwilę na ulicach wybuchały walki. Tymczasem u ciotki Agatki właśnie biesiadowała delegacja nowego rządu Czechosłowacji.
– Babciu, ale po co przyjechali?
– Coś tam pertraktowali z sowietami...
– Ale co?
– Coś co dotyczyło Czechosłowacji...
Babcia nie pamiętała. Miała wtedy 11 lat i w tym czasie mieszkała w Petersburgu. Cała rodzina mieszkała w Petersburgu. Tylko ciotka Agatka, nie wiedzieć czemu osiadła w Moskwie. Jedno trzeba jej przyznać, choć z dala od rodziny, na pewno samotność jej nie doskwierała. Uwielbiała wyścigi, bale, imprezy, jej dom zawsze był pełen gości i kandydatów o rękę, kiedy umierało się kolejnemu z jej mężów. Tym razem za stołem, przy którym nie tak dawno dłubał w nosie Rasputin, bawiła się delegacja czechosłowacka. Bawiła się zdrowo i nie przeszkadzała jej kolejna strzelanina na ulicach. Kiedy sytuacja wróciła do normy, któryś z gości pomyślał o samym Masaryku.
– Trochę głupio, że my się tu bawimy, a szef siedzi w hotelu i pewnie umiera ze strachu...
Więc ruszyli do hotelu, do pokoju, a tam... Masaryka brak. Sytuacja zaczynała nabierać dramatycznych barw. Co to będzie, jeśli rewolucjoniści sprzątnęli prezydenta? Delegaci przebiegli korytarzami, oblecieli hol i nic.
– Zerknijcie jeszcze do piwnicy – poradził ktoś z recepcji.- Tam się schronili goście podczas ostrzału.
Więc zeszli. Patrzą – leży. Nieprzytomny. Z nogami w misce pełnej wina, z głową pod szpuntem beczki. Całe szczęście, że ciotka mieszkała niedaleko. Jakoś przeciągnęli Masaryka, a potem przebrali w garnitur ostatniego wówczas męża ciotki Agatki.

Kilka dni temu przeczytałam artykuł o Czechosłowackiej flocie i jej zwycięskiej bitwie wodnej nad sowietami na Bajkale. Czechosłowaccy żołnierze walczący w szeregach Białych nieźle narozrabiali. Na szlaku ich chwały znalazły się między innymi Kazań i Samara. Stopniowo jednak narastały nieporozumienia między nimi a Rosjanami. Wtedy, dzięki zabiegom dyplomatycznym udało się ściągnąć żołnierzy do ojczyzny. Czy właśnie w tej sprawie przyjechał wtedy Masaryk do Moskwy? Możliwe.

A jaki to ma związek z podróżami? Jako dziecko z wypiekami słuchałam opowieści mojej Babci z Petersburga. A kiedy dorosłam? Pojechałam do Rosji.


Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

4 komentarze :

  1. oj tam mnie jeszcze nie było:) Ale wszystko jest kwestią czasu. Podziwiam Twoje samotne wyprawy:)Genialny post! :)
    Zapraszam do siebie : fochzprzytupem.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję za zaproszenie:) Widziałam że byłaś w tamtych okolicach:) A Rosja jest bardzo ciekawa!

      Usuń
  2. Marzy mi sie wyjazd do Petersburga! Na razie byłam tylko Moskwie :)
    http://wolnym-krokiem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na prawdę warto pojeździć po Rosji. Ja byłam 2 miesiące, ale to bardzo mało. Olbrzymi kraj...

      Usuń