Gwatemala – Godzina gangsterów


W Gwatemali cykl dnia dostosowany jest do aktywności gangsterów.



W Antigua Guatemala czuję się jak w domu. Znam tu każda uliczkę, każde podwórko. Wiem jakie obrazy warto kupić w okolicznych galeryjkach. Wiem, że wieczorem mogę sobie wyjść na piwo albo na dyskotekę i mam duże szanse by wrócić cała i zdrowa do hostelu... choć tu był jednak pewien trik...
– Bo wiesz, że władze Gwatemali wprowadziły cenzurę na pisanie o wszelkich przestępstwach w Antigua? – mówi Lucia, niezależna dziennikarka, która przymusowo musiała tu zamieszkać.
Ty weź nic już nie mów, bo i stąd będziesz musiała uciekać! – Lucia ma ten jeden mankament, że prawdą wali między oczy. Kilka miesięcy temu napisała tekst o burmistrzu Panajachel, który przeszedł na ciemną stronę mocy. Burmistrz miał prawo się wkurzyć.
Dorota, tu chodzi o turystykę – Lucia dalej swoje. – Władze się boją, że jeśli turyści, się dowiedzą o przestępstwach to już zupełnie przestaną tu przyjeżdżać.
Bo przecież Antigua przedstawia się jako oazę spokoju wewnątrz kraju opanowanego przez maras. Maras nie mają litości. Mordują bez mrugnięcia okiem. Najchętniej w nocy. Dlatego w całej Gwatemali życie zamiera około godziny 17. Dopóki nie zrobi się zupełnie ciemno ludzie chodzą po ulicach w większych grupach. Ale kiedy tylko zapadnie mrok, kontrolę przejmują wytatuowani od stóp do głów gangsterzy.
Tatuaże to ich znak rozpoznawczy – mówi Lucia. – Dlatego poza nimi, nikt się tu nie tatuuje. Jeśli pracodawca zobaczy choćby delfinka na kostce to nie da ci pracy. Ze strachu.
Faktycznie, gwatemalskie gazety ociekają krwią i śmierdzą trupami pozostawionymi przez maras. Ale Antigua jest czysta! Na łamach prasy miasto pojawia się tylko z okazji kolejnego rekordu Guinnessa, czy koncertu w ruinach któregoś z kościołów. Nawet przekazywana z ust do ust od kilku dni informacja o nożowniku, który zaatakował kolejnego turystę weszła mi jednym uchem, a wyszła drugim. Bo jak w to uwierzyć, widząc policjantów na każdym rogu?
Ależ oni są do szpiku kości skorumpowani!
Lucia, nie przesadzasz?

W Antigua panuje luz, za jakim zdążyłam się stęsknić. Po miesiącu ukrywania się przed Maras, nareszcie czułam się znowu wolna. Zrzędzenie Lucii nie powstrzyma mnie więc przed wyjściem! Miałam ochotę pospacerować w blasku latarni, potańczyć na dyskotece, posiedzieć na na ławce w Parque Central, czyli na rynku, wsłuchać się w szum wody z fontanny... I tak zrobiłam. Nie byłam sama. Tej nocy krążyłam z Gabrielem, wcześniej był z nami jeszcze Rene, ale odpadł. Więc teraz, podczas mojej ostatniej nocy w Gwatemali siedzieliśmy przed tą fontanną we dwoje.

Troje... Bo był jeszcze ktoś.
Wstańcie, ręce w bok, otwórzcie torby!
Pani władza postanowiła podnieść poziom bezpieczeństwa. Przetrząsnęła nas dokładniej niż na lotnisku i pościła wolno. To wracamy. Jest jakaś 3 nad ranem. Ulica przy której znajduje się nasz hotel jest całkowicie pusta. Chociaż nie... Z drugiego końca ktoś do nas idzie.

Rene..? Co tu robisz, przecież odpadłeś?
Bez przesady! Ciągle mogłem spacerować. No i się zgubiłem, ale spotkałem policjanta.
I co, przetrząsnął cię, tak jak nas?
No przetrząsnął, ale potem się zapytał, czy wiem gdzie mieszkam. Był taki miły, że pokazał mi drogę...
Nigdy nie wierzcie policjantom! To skorumpowane, nieludzkie świnie! – Ten głos nie należał do Lucii... Za mną stał wysoki chłopak, a za nim czerwona korweta, napakowana jego kumplami. Jakie mieli tatuaże!
Strzeżcie się policjantów – chłopak się nakręcił. – Tylko wyglądają na miłych. Tak naprawdę nóż w plecy wsadzą wam przy pierwszej okazji. I nie kręćcie się o tej porze po ulicach, bo jeszcze was dopadną!
Chłopak ma rację. Trochę głupio byłoby zginać z rąk policjanta na progu własnego hostelu...

------------
Na zdjęciu: W ten sposób maras oznaczają swój teren. Ten napis sfotografowałam na rynku w Chichicastenango.
Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

0 komentarze :

Prześlij komentarz