Rozmawiajcie z nieznajomymi!

Dorota Chojnowska, fotografia: Piotr Gilarski.
Z tych tyczek będzie rower. Fot. Piotr Gilarski.

Jeśli chcesz coś zrobić, nie słuchaj mądrości mamy. Pod każdym pretekstem wychodź z domu i rozmawiaj!


W Oparach Absurdu jak zwykle, wszystkie miejsca były zajęte. Wtem otworzyły się drzwi i kolejny okręt z wesołą załogą postanowił wbić się do portu. Chłopcy stanęli w progu. Wzrokiem już nie sokolim, ale wciąż błyskawicznie ogarnęli sytuację. Twarz Soumiyi, z którą tego wieczoru wypłynęłam na miasto, wydała się jednemu z nich znajoma. Bo w sumie od jakiegoś czasu znali się na płaszczyźnie zawodowej. Czemu zatem mieliby się nie poznać na płaszczyźnie absurdalnej? Więc całą grupą łagodnie osiedli na krzesłach przy naszym stoliku i płynnie przeszli do kolejnego etapu, czyli autoprezentacji.
– Piotr Gilarski – jako ostatni przedstawiał się Piotrek. A ja od razu zapomniałam, tak jak już zdążyłam pogrążyć w niepamięci imiona jego kompanów. Bo co tu dużo kryć – sama już od jakiegoś czasu radośnie dryfowałam na falach oceanu spokojno-błogiego. Ciągle jednak notowałam, co gra wiatr na wantach. A ten niezmiennie powtarzał jedną pieść „beczka rumu, wina dzban”. Refren należał jednak do Piotra. Recytował go drukowanymi literami. Szło to mniej więcej tak: „WIĘCEJ JUŻ NIE PIJĘ! PIWA TEŻ NIE RUSZĘ. ANI ŁYKA! I NIECH ANDRZEJ CZY KTOKOLWIEK INNY JUŻ MNIE NIE NAMAWIA, BO JUTRO BLADYM ŚWITEM RUSZAM NA SESJĘ. KONIEC. KROPKA!”.
– Sesję powiadasz? Jesteś fotografem?
– Jestem.
– A wiesz... – i zaczęłam opowiadać o rowerze z bambusa. Piotrek to słuchał, to zadawał pytania. Rozmowa popłynęła wartkim nurtem, i tak jakoś naturalnie przeszła do pytania:
– A może kiedyś miałbyś czas i ochotę zrobić mi kilka zdjęć?
– Mam bardzo dużo roboty, ale zadzwoń – i bym nie zadzwoniła, gdyby Piotrek przed wyjściem nie powtórzył: „zadzwoń”.

Więc zadzwoniłam. Umówiliśmy się. Piotrek przyjechał. Punktualnie i... chyba się wkręcił. Bo tuż obok mojego bambusowego roweru powstają handbike'i Jarka Baranowskiego i jego przyjaciół. Kto wie, czy któryś z rowerów nie powiezie swojego pasażera na podium olimpiady czy innych zawodów. Bo w przypadku Carbon Bike'u takie historie to chleb powszedni. A Piotra wszystko interesuje. Słucha opowieści chłopaków, zagląda w każdy kąt warsztatu, pyta się, poznaje i robi wspaniałe zdjęcia. Mam nadzieję, że podczas tej pracy również dobrze się bawi!

I tak sobie myślę, co by było gdybym wtedy z nim nie rozmawiała? Nic by nie było!

Zajrzyjcie na stronę Piotra: http://gilarski.com/
I na funpage na FB
Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

6 komentarze :

  1. Podziwiam panią za odwagę podróżowania samej,ja bym też bardzo chciała, ale na razie to podróżuję palcem po mapie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najtrudniejszy jest zakup biletu. potem już wszytko idzie jak z płatka:) Zachęcam do samotnej podróży, bo takie wyprawy nigdy nie są samotne. A na początek polecam Meksyk. Gruzja też nie jest zła:)

      Usuń
  2. Również podziwiam Panią za odwagę :)! może kiedyś się odważę - jak "odchowam" swoją pociechę :))
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba odwagi:) wystarczy bilet:) No i jak pociecha się trochę odchowa, można z nią ruszyć w świat. Polecam na początek Gruzję!

      Usuń
  3. Gdybym słuchała się rodziców, nie pojechałabym w większość miejsc. Przede wszystkim do Moskwy, Gruzji, Armenii i Kraje Nadbałtyckie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak trzymaj!:) Świat nie jest taki straszny jak się go czasem maluje. Tylko w niktórych miejscach trzeba być nieco ostrożniejszym:)

      Usuń