PanoRAMA

fot. P. Gilarski

Zapachniało paloną trawą... Zaczęłam przecinkę bambusów!




W Warsztacie Carbonbike.pl dzień, jak co dzień – praca wre! Jarek nie wie, w co ręce włożyć, a tu jeszcze niestandardowe wyzwanie...
– Muszę zamordować kogoś ze szczególnym okrucieństwem – zaczyna. – Ale nie mam na to czasu... No ba! Na stole już leżą moje bambusowe tyczki, na ścianie kartki z zamówieniami handbike'ów. I jak tu wcisnąć do grafiku jakieś wyszukane morderstwo?

No dobra, do roboty! Rozkładamy szkic roweru i po kolei kładziemy na nim tyczki i suport. Suport, to taka metalowa tulejka, do której będę w przyszłości mocować przedni napęd. Jarek bierze pierwszą tyczkę. Zaznacza linię cięcia i łuk, który też muszę wyciąć, żeby wszedł w niego support.
Dwa ruchy flamastrem i wszystko opisane. Co to dla Jarka. On jak by chciał, to by i samolot wykroił z chłopakami z Carbon Bike'u. Na serio. Nie wykluczone, że również z bambusa...
Tylko że mu się nie za bardzo chce. Bo kilogram maszyny latającej kosztuje dużo mniej niż kilogram roweru. Choć do produkcji rowerów w carbonbike'u używają żywic, z których wytwarza się części do Boeingów. Efekt? Ich rowery śmigają! W ostatni weekend zmonopolizowały podium na zawodach o Puchar Europy w Kolarstwie Ręcznym w Radomiu.
– Tylko w jednej konkurencji zawodnik na naszym rowerze nie zajął pierwszego miejsca... – mówi Jarek. – ...tylko drugie. Ale i tak, ten z pierwszego za miesiąc przesiada się na rower z logo Carbonbike.ch na ramie.

Skąd szwajcarski adres strony? Wszystko wydarzyło się ładnych kilka lat temu. Handbike'i z Carbon Bike'u zaczęły zwracać na siebie uwagę, bo jadący na nich zawodnicy zbyt często wygrywali.
– Pewnego dnia zgłosił się do nas Franz Nietlispach – legenda w handbike'owym świecie. Od 1975 roku zdobywa medale na paraolimpiadach. A od jakiegoś czasu prowadzi sprzedaż rowerów. I to on wyszedł z propozycją współpracy.
– Został naszym wyłącznym przedstawicielem – wspomina Jarek. – A że mieszka w Szwajcarii i tam prowadzi firmę stąd i szwajcarska domena na ramie rowerów. Poza tym potencjalni klienci szybciej zaufają szwajcarskiej niż polskiej marce. Kto by uwierzył, że w Polsce ktoś się zna na robieniu rowerów. I to karbonowych. A teraz dochodzi kolejna specjalizacja. Bambusowe mustangi! No tak, tylko trzeba te tyczki wreszcie przyciąć. Dostałam do ręki piłę.


– Załóż rękawiczki – mówi Jarek. – Bo prąd cię może kopnąć.
– Serio? Nie robisz sobie ze mnie żartów?
– Nigdy w życiu! Opiłki karbonu przewodzą prąd, więc zawsze mam na sobie rękawiczki, kiedy pracuję z piłą!
No to założyłam, ale... Piotrek Gilarski, kiedy wchodzi do warsztatu rozpływa się w powietrzu i jak powietrze, jest wszędzie i robi zdjęcia. I te zdjęcia oprócz tego że wspaniałe, to jeszcze nie kłamią. Więc Jarek nie mówił jednak zupełnie serio..:)
Druga wskazówka dotycząca cięcia: Jeśli zbyt długo będą cięła w jednym miejscu, bambus może się nagrzać i przykopcić. Tej wskazówki nie wzięłam na serio. Po chwili w powietrzu uniósł się zapach palonej trawy. I super! Czuję, że idzie wiosna!

Jarek rysuje linię ciecia. Fot. Piotr Gilarski

Tnę! Fot. Piotr Gilarski

A jednak bambus się pali! Fot. Piotr Gilarski

Działam! Fot. Piotr Gilarski
Fot. Piotr Gilarski


Perfekcyjne dopasowanie. Fot. Piotr Gilarski


Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

0 komentarze :

Prześlij komentarz