Wielkanocny Karnawał



Dziś na ulicy spotkałam święte. Chodzily luzem. Ot, tak jak to się dzieje w niedzielę wielkanocną w Walencji.




– Chodzą już od tygodnia – mówi moja siostra – Ela, w drodze z lotniska w Walencji do domu. – Szkoda, że nie przyjechałaś wcześniej...
– Nie mogłam.
– Ale masz szanse zobaczyć ostatnią procesję! – Ela wyciąga telefon. – Mam specjalną aplikację, która pokazuje, kiedy ruszaja i którędy idą.
W sumie aplikacja nie jest tak potrzebna, bo każda procesja przechodzi pod oknami domu Eli, a przegapić jej nie sposób, bo słychać. Całkiem donośnie. A jeśli nie samą procesję, to huczą petardy albo spadajace na ziemię naczynia z wodą.
– To taki lokalny, dzielnicowy zwyczaj – tłumaczy Ela. – Uskuteczniają go o 12 w nocy z soboty na niedzielę. To też cię ominęło.
Cóż, trudno. Może wstanę na jutrzejszą procesję? Poranek rozwiał tryb przypuszczający. A właściwie nie poranek, tylko sekcja dęta i kilka bębnów. Tak... Przed 8 rano pod oknem przetoczyła się orkiestra w drodze do kościoła. O 8.30 równoległą uliczką ruszyła procesja z figurą Matki Bożej. Przodem parła orkiestra, potem zastępy rzymskich legionistów, następnie rządek rzymskim matron, rządek żydowskich kobiet z aureolami i zastęp pielgrzymów w powłóczystych szatach. Towarzystwo szło na "encuentro", czyli spotkanie z drugą procesją, która robiła właśnie zamieszanie na sąsiedniej, równoległej ulicy. Skład osobowy mniej wiecej podobny, tylko ponad głowami sunęła figura Chrystusa.

Procesje spotkały sie na umówionym miejscu. Na figury rzucono płatki róż. Za chwile uczestnicy procesji znowu uformowali szyki i uszyli w stronę kościoła. Znowu z pełną pompą ciągnęli w stronę kościoła. Ale na tym nie zakończylli.

Kiedy siadaliśmy do stołu znowu słyszymy orkiestry. Ulicami ciągnęła kolejna procesja. Uczestnikom tych pochodów nie pali się rozstawać z rolami. W końcu przygotowywali się do nich przez cały rok. Wielkanocne procesje to bowiem wielkie logistyczne przedsięwzięcie. Poszczególne confraterias systematycznie przez 12 miesięcy zbierają pieniądze na stroje i figury.
Szkoda tylko, że na samych procesjach poza kilkoma polskimi, innych dusz nie było...



Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

0 komentarze :

Prześlij komentarz