Kaukaz - W cieniu bojowników



Czeczenia - wędrujemy przez góry Kaukazu
Czeczenia - wędrujemy przez góry Kaukazu

Nad rosyjskim Kaukazem unosi się duch bojowników. Nie da się o nich zapomnieć podczas wędrówki.

W Dagestanie jest bezpiecznie – mówi Mogamed z Czeczenii. - o ile nie kręcisz się zbyt blisko posterunków policji, ani budynków rządowych. Ale to nie jest takie proste.
Tylko przyjechałam do Gunibu, tylko zapytałam o jakiś nocleg, tylko się w końcu zakwaterowałam, już czekał na mnie milicjant. – To tylko w trosce o twoje bezpieczeństwo – zakomunikował i zaprosił mnie do swojego samochodu. Za chwile byłam już na posterunku. Dla bezpieczeństwa zrobiono mi zdjęcie, skserowano paszport i przesłuchano. Ale w wersji skróconej. Odpowiadałam płynnie i bez zająknięcia, bo praktyka czyni mistrza, a tej zdążyłam nabrać w Czeczenii. Później milicjant w drodze powrotnej do turbazy obwiózł mnie po punktach widokowych. A że mieszkał w okolicy, wieczorem zaprosił na szaszłyki. Czy miałam czuć się bezpiecznie, bo jestem ze stróżem prawa, czy może cieszyć się, że po godzinach stróż prawa już stróżem prawa nie jest? Bo w Dagestanie turyści jak do tej pory nie są celem zamachów. Bojownicy na muszce trzymają administrację rządowa. To jej budynki regularnie wylatują w powietrze. Ostatni – dzień po zamachach w Wołgogradzie.


Przy Dagestanie Czeczenia jest oazą spokoju. Grozny wygląda jak miasto, w którym nigdy nie wystrzelono jednego naboju. Czyste ulice, nowe domy... ale wystarczy wyjechać w góry. Po pierwsze, nie wszędzie można tak po prostu pojechać. Są regiony, w których do dziś prowadzone się „operacje antyterrorystyczne”. Żeby tamtędy wędrować trzeba mieć przepustki.

– Ich wyrobienia zajmie przynajmniej miesiąc – powiedział Mogamed, kiedy przyjechałam do Groznego.
– Nie mam tyle czasu, dasz radę coś załatwić na pojutrze?
– Zobaczymy...
Dał radę. Musiałam odbyć szkolenie „co się robić gdyby...” w centrum ratownictwa.
– Godzina 18.00 będzie godziną łączności – mówi prowadzący.
– A co jeśli się nie dodzwonimy? – pytam.
– Wtedy my po was ruszamy. Poza tym będziecie się meldować na każdym posterunku i macie dzwonić zawsze jak będzie zasięg. Będą wam przekazywane telefony do kolejnych posterunków i macie pozostawać z nimi w łączności.



Pierwszy posterunek. Biorą mój paszport, i zapraszają do pokoju zwierzeń. Na ścianie plakat, na plakacie fotografie młodych ludzi pogrupowanych w oddziały z dowódcą na górze. Niektóre przekreślone czarnym markerem. Pod zdjęciami krótki opis. Imię, nazwisko roku urodzenia, ewentualnie, gdzie według informatorów aktualnie przebywa. Za chwilę przychodzi pogranicznik. Zaczyna się przesłuchanie. Co robię, dlaczego, po co, kiedy wydano mi wizę, kiedy wjechałam do WNP, gdzie byłam, ile znam języków. Chcę się zapytać – na co wam ta wiedza, ale biorę głęboki oddech. Za godzinę powtórka z rozrywki. Posterunek, plakaty z bojownikami, przesłuchanie, a właściwie rozmowa. Bo obydwoje wiemy, że to czysta formalność. Wiedza o mnie nie wpłynie na bezpieczeństwo Czeczenii. A w samej Czeczenii Kadyrowie ustabilizowali sytuację.


– Kiedy wysadzili Achmata Kadyrowa, wszyscy się bardzo cieszyliśmy – wspomina znajomy. Bomba wmurowana w konstrukcję stadionu, czekała na niego kilka miesięcy.
– Ale teraz, z perspektywy czasu widzę, że to nie był zły prezydent. Udało mi się wyprowadzić Czeczenię z wojny. A to był nie lada wyczyn.
Mogamed wieży że jego syn Ramzan, i następca na tronie prezydenta, doprowadzi do zniesienia „stref pogranicza”.
– Trzeba po czekać do Sochi. Potem otworzy Czeczenię dla turystyki. W głowie brzmią mi jednak słowa znajomego Rosjanina: „Jak się skończy Sochi ta tam dopiero się zacznie... Wiesz jakie pieniądze są pompowane, żeby bojownicy siedzieli cicho?”.
Grunt że skutecznie. Że my turyści możemy w miarę swobodnie i dość bezpiecznie chodzić po górach. Ruszamy doliną rzeki. Szeroką. Więc chodzimy to tu to tam, robimy zdjęcia. Za chwilę dzwoni telefon Mogameda.
– Proszą żebyśmy w miarę możliwości trzymali się prawej, a w żadnym wypadku nie szli środkiem...
O 18 nadeszła pierwsza godzina łączności. Jesteśmy w lesie i to wszystko co wiemy. Możemy jeszcze dodać, że w głębokim, bo długo tu szliśmy. Mogamed dzwoni. Jest zasięg. Uff. Mogamed nie rozumie mojego westchnienia ulgi.


– Tu w górach Czeczenii przeważnie jest zasięg – tłumaczy. – Bo przecież wojsko musi się jakoś komunikować. Oczywiście co jakiś czas wyłączają odbiorniki, bo z tych samych łącz korzystają bojownicy...
Za chwilę jednak skorzystała telewizja. Okazało się, że właśnie odwiedzili stronę prezydenta Kadyrowa, a tam było moje zdjęcie ze szkolenia z podpisem – pierwsza zagraniczna turystka, która poszła w góry Czeczenii po wojnie. Zadzwonili, żeby poinformować, że już są w drodze. Chcą zrobić reportaż. Zrobili. Następnego dnia oni wrócili do Groznego montować, my poszliśmy dalej. Zajrzeliśmy na kolejny posterunek, kolejne odpytanie. Pada rekord – dwie godziny.


Żołnierze stoją na straży Czeczenii, ale każdy Czeczen pilnuje swojej ziemi. Kiedy doszliśmy na granicę ojcowizny Alego i Husajna, gospodarze wyszli nam na spotkanie. Husajn miał przerzuconą przez ramię strzelbę.
– Po co ci ona? – pytam
– Strzelba? Na niedźwiedzie.
Prawda, na bojownika stosuje się inny kaliber. Więc tu grasują jedynie niedźwiedzie...

Po powrocie do Groznego miałam odebrać z telewizji gotowe nagranie. Dziennikarze spóźnili się kilka godzin.
– Wybacz, taka praca. Mieliśmy pilny materiał. Ktoś wysadził się w Kisłowodzku.



Kilka dni po ukazaniu się reportażu wyjechałam do Dagestanu. Zasugerował mi to znajomy. Bo widzisz – mówi, – teraz już nie jesteś anonimowa. Odkąd cała Rosja wie, że jesteś pierwszą turystką w Czeczenii, stanowisz potencjalnie smakowity kąsek...



Dorota

Piesza wędrówka przez czeczeński kaukaz
Czeczenia - nieopodal Wiedieno

Wędrówka przez czeczeński Kaukaz
Czeczenia


Stolica Czeczenii - Grozny i widok na apartament Gerarda Depardieu.
Stolica Czeczenii - Grozny i widok na apartament Gerarda Depardieu.

centrum Groznego

Czeczenia - Muzeum narodowe w Groznym
Muzeum narodowe w Groznym

Dom Barski - najstarszy zabytek Groznego, z początku XX wieku.




Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".