Bali – profesjonalni ofiarni...

Na Bali codziennie gdzieś jest jakieś święto...

– Przepraszam, czy ktoś tu pracuje – pytam przy budce z napisem „informacja turystyczna”. W tym momencie z budki wyskoczyła kobieta.
– What can i help you? – i nie czekając na odpowiedź pomknęła do sklepu po drugiej stronie ulicy.
Dopiero po chwili dodałam jeden do jednego, czyli jej elegancki sarong i kosze ofiarne na stole przed budką. Będzie święto. Może nawet procesja.
Balijczycy żyją, by świętować. Na 365 dni w roku przypada około 100 świątecznych. Czyli statystycznie co trzeci dzień, jakaś droga na wyspie jest zablokowana, bo do świątyni zmierzają procesje wiernych. Ale to nie koniec, bo każdy Balijczyk należy do trzech świątyń: domowej, wioskowej i lokalnej. I te też mają swoje święta. A to oznacza więcej ofiar...
O ile w dzień powszedni Balijczycy składają ich całkiem sporo, ale symbolicznych, w miniaturowych koszyczkach, to podczas święta... Do świątyni zanoszą olbrzymie kosze. I czego w nich nie ma!
Bogowie lubią otrzymywać kwiaty, lubią dym kadzidełek, ale też przepadają za coca-colą. Jednak nie skład tak na prawde się liczy, tylko oprawa.
– Nasze dary muszą pięknie wyglądać – tłumaczy jedna z poznanych Balijek. – Dlatego przy okazji świąt ładnie się ubieramy, a na co dzień uśmiechamy. Bogowie wtedy są dumni, że ich lud jest taki piękny i chętniej zsyła nam swoje łaski.
W tym momencie zrozumiałam, dlaczego Balijczycy nawet kiedy skandalicznie oszukują, robią to z rozbrajającym suszeniem ząbków – od ucha do ucha!


























Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".