Irlandia – Ja nie dam rady?!

 

Wszystkiego można się nauczyć - nawet jazdy samochodem po Irlandii. przecież zawsze trzeba sobie jakoś dać radę!



– Chcesz jechać do Irlandii?
– Jasne!
– Masz prawo jazdy?
– Mam...
Dlaczego nie dodałam, że posiadanie prawa jazdy wcale nie znaczy, że umiem jeździć... Ale przecież się nauczę! Mam jeszcze miesiąc...

Nazajutrz zaczęłam naukę jazdy. Od razu zaliczyłam mini kolizję. Żeby nie zaliczyć megakolizji postanowiłam od tamtej pory jeździć w towarzystwie kogoś, kto zna przepisy. Stworzyłam listę samobójców, czyli wolontariuszy, którzy zgodzili się siedzieć w fotelu pasażera, kiedy ja prułam przez ulice Warszawy. I tak codziennie!

Stan na dwa dni przed wyjazdem:
  1. Po wsadzeniu kluczy do stacyjki nie włączają się wycieraczki.
  2. Samochód gaśnie już tylko na co 10 skrzyżowaniu.
  3. Coraz częściej zauważam obecność znaków drogowych, choć większość pomijam milczeniem...

Dzień przed wyjazdem rozmawiam ze znajomym.
– Wiesz, że tam obowiązuje ruch lewostronny?
– Wiem.
– Wiesz, że kierownica też będzie po drugiej stronie?
– Wiem.
– A wiesz, że skrzynia biegów też?

I tym mnie dobił... Ale nawet na dnie beznadziei trzeba szukać jakich atutów. Jedyne co mi przyszło do głowy to absolutny brak nawyków. Jestem jak czysta karta, nie zapisana żadnymi przyzwyczajeniami. Jestem jak plastelina, która szybciej się dostosuje do ruchu lewostronnego. Do tego i tak nigdy nie wiem, która to jest lewa, a która to prawa strona, co można nazwać moją przypadłością genetyczną...

Ale pojechałam... Zamiast świateł włączyłam radio, potem wycieraczki, potem ruszyłam, a na koniec kilka przecznic od celu się zgubiłam. Po tym jak nawiązałam bliski kontakt z latarnią a potem z koszem na śmieci, ktoś się ulitował. Odholował mnie na miejsce, zaparkował samochód. I to był moment kiedy osiągnęłam dno. Gorzej być nie mogło! I nie było. Za dwa dni ruszyłam na objazd. Magiczny. Bee Hive Houses, megalityczne forty, Wyspy Szczęśliwe na horyzoncie...

Piękno sprawiło, że zapomniałam o stresie. I zaczęłam się cieszyć jazdą. Przejechałam zobaczyłam, wróciłam. A po powrocie jeszcze przez wiele miesięcy pakowałam się do własnego samochodu od strony pasażera...


Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

0 komentarze :

Prześlij komentarz