Gruzja - Toast za krowy!


W Gruzji krowy to są goście! Kiedy z godnością spacerują środkiem drogi, posłusznie zatrzymują się wszystkie samochody i czekają...

A krowy? Ze stoickim spokojem przeżuwają trawę. Za nic mają korki, które się tworzą. One sobie leżą i przeżuwają. Jak im się zechce, to się przestawią kilka metrów dalej. Ale jako stworzeniom w pełni niezależnym i niepodległym, żaden klakson nie będzie im dyktował co ma robić! Gruzini wiedzą, że z krowami nie wygrają. Lepiej poczekać, niż wchodzić z nimi w kolizję, bo zniszczą samochód. Krowy są więc nie do ruszenia! – I trudniej je wyminąć od tyłu – mówi Amirian, który wiezie mnie górską drogą zakorkowaną kilkuset krowami. – Szybciej się rozchodzą, kiedy idą na samochód przodem. Widać, że Amirian znał się z krowami nie od dziś. Miał stuprocentową rację!

Za te wszystkie korki, w których przez nie stałam, za moje guzy, które powstały podczas nagłego hamowania, postanowiłam zrobić krowom „pozowane” zdjęcie. I wtedy jak na lekarstwo, zwierzaki zniknęły. Ale ja nie traciłam nadziei. Gdzie tylko mogłam, szłam na piechotę, tak na wszelki wypadek, że spotkam wyluzowane stado. Pewnego dnia idę drogą do Ambrolauri, słońce pali, przede mną jeszcze 10 kilometrów marszu, a krów znowu nie ma. Widzę, przy drodze stoi kamaz. – Nigdy nie jechałam kamazem, a tyle się naczytałam na lekcjach rosyjskiego o автозаводе КАМАЗ. – myślę, a mówię – Zabierzecie mnie do pierwszych krów? Kierowca zabrał. Tym razem udało się. Przy wjeździe do miasta stało zblazowane zwierzę! Wysiadłam z Kamazu i zaczęłam robić mu zdjęcia.

Wieczorem siedzę na tarasie pensjonatu.

– Ja ciebie znam – ktoś krzyczy z progu. – Przyjechałaś Kamazem i robiłaś zdjęcia krowie! Wypijmy za to!
I nalał mi pierwszą szklankę wybornego wina. Zatem za krowy! Za te zwierzęta, co się tirom nie kłaniają! Wypijmy za czworonożne czarodziejki, które wydłużają podróż i zbliżają ludzi! Za ich spokój, który udziela się kierowcom stojącym w korku! I tak się zaczął wieczór, który trwał do rana.




Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

0 komentarze :

Prześlij komentarz