Osetia - Sklep to nie zawsze sklep...

W Osetii do sklepu składa się martwe ciała.



Znowu zagubiłam się w tłumaczeniu. Podczas podróży przez Rosję, zdarza mi się to na porządku dziennym.

- Dziś zobaczysz „sklepy” – mówi Aleksiej.
- Sklepy?
„Zapomniałam” po rosyjsku, czyli „pamiętam” po polsku, że jedziemy w góry. Końcem nosa czułam w rosyjskim „sklepie” zakupów nie zrobię. Tym bardziej w górach. I „znam”, że powinnam wiedzieć, co to „sklep”.


Więc się nie odzywam i patrzę jak z oddali powoli wyłaniają się białe domki wzniesiona na stoku góry. Miasto umarłych. Każdy domek jest grobowcem. Nad nimi czuwa wieża obronna, a wokół żywego ducha. Tylko zmarli.

- Miasto wzniesiono podczas epidemii dżumy – opowiada Aleksiej. - Kto wiedział, że jest chory, brał ze sobą wodę, oddalał się do grób i tam czekał na śmierć. Wyobrażasz sobie ile trzeba mieś w sobie odwagi na coś takiego?

Aleksiej mówi o wielkich przodkach Osetyjczyków z dumą jak o własnych. Sam jest Rosjaninem, jego żona również jest Rosjanką, ale od 20 lat mieszkają w Osetii. Z własnej woli, bo nigdzie im nie jest tak dobrze jak właśnie tu, wśród Osetyjczyków.

- O tej dżumie to piękna legenda – mówi mi Albina – Osetyjka. - Prawdopodobna, choć wielu naukowców skłania się do teorii że wymyślono ją, by nikt nie zakłócał spokoju zmarłym.

Prawdopodobnie jeszcze do połowy XIX wieku do grobowców przez niewielkie wejście składano ciała zmarłych. Nie kładziono ich w trumnach, tylko w dłubance przypominającej łódkę. W środku nie było nisz, ciała kładziono więc na ziemi. Jeśli nie było miejsca, odgarniano zasuszone kości przodków. I tak zostawiano. Dlatego w grobach panuje nieład. Potomkowie przemieszali ze sobą czaszki, żebra i piszczele swoich antenatów. Teraz po prostu stanowią część historii rodu, a nie jednostkę, która należała do rodu.

Każdy domek należy do innej rodziny. Bogatsi mogli sobie pozwolić na wysoką budowlę. Biedniejsi stawiali niższy sklep. Najbiedniejsi mogli sobie pozwolić na chowanie zmarłych jedynie w podziemnym pomieszczeniu.

- Jedni mówią, że zwyczaj chowania zmarłych w sklepach przetrwał do połowy XIX wieku. Inni mówią, że jeszcze do czasów Stalina. - opowiada Aleksiej. - Ale nie zdziwiłbym się, gdyby w jakiejś wiosce wciąż to praktykowano. Bo sklepami i wieżami usiana jest cała Osetia.
Share on Google Plus

About Dorota Chojnowska

Dorota Chojnowska - Dziennikarka, antropolog kultury i włóczykij. Odkąd zbudowała bambusowy rower, nie wyobraża sobie podróżowania "na piechotę".

0 komentarze :

Prześlij komentarz